-

marek-natusiewicz

Happy end bez „Happy endu”

19 sierpnia 1968 ogladałem w kinie w Bratysławie czeski film pt.  „Happy end”

To banalna historia o relacja damsko-męskich (w tonacji horroru) puszczona od końca. Tak więc ścięta głowa wraca na miejsce pod glotyną, a ludzie chodza do tyłu... Zatem jedna z ostatnich scen to niezobowiazujące do niczego pierwsze spotkanie pani z panem.

Od tego dnia zawsze ilekroć spotykało mnie coś zastanawiającego próbowałem na spojrzeć metodą „Happy endu”, co na codzienna praktykę przekłada się na poszukiwanie przyczyn, a nie analizowanie skutków.

Przypomniał mi sie ten film gdy słuchałem wywiadu red. Sakiewicza z prof. Biniendą

Okazuje się, że dzisiejsze metody badawcze niewiele róznią się od metody czeskiego „Happy endu”. Czesi to wiedzą od roku 1967 (wtedy nakręcono ten film).

Niestety większość Polaków nadal uważa, że koniecznie coś trzeba robić szybko i koeniecznie w gumiakach...

I na zakończenie pozwolę sobie wrzucić link do pytań, które ciągle pozostają bez odpowiedzi...

"Smoleńsk z perspektywy urzędnika państwowego"...



tagi: smoleńsk  wroński  kcht  swttv 

marek-natusiewicz
9 kwietnia 2018 09:42
0     460    1 zaloguj sie by polubić
komentarze:
zaloguj się by móc komentować